niedziela, 19 października 2014

Seis - La dolorosa verdad

Ciężko było się jej pozbierać po tym, jak Leo po chwili patrzenia w jej oczy postanowił spuścić wzrok i odejść w przeciwnym kierunku. Kolejne dni bez niego, były jak kolejne cierpnie wbijane w jej wrażliwe serce. Każdego dnia szukała energii, siły i motywacji do dalszego życia.. Przecież nie kończy się ono przez jednego faceta? Nie byli sobie pisani. Nie mieli wspólnie budować przyszłości, nie mieli budzić się każdego ranka u swego boku.
Stanęła przed lustrem w łazience, w domu swojej przyjaciółki. Nie mogła dłużej mieszkać z bratem. Nie znosiła jego głosu niosącego się po domu i widoku jego perfidnego uśmiechu, że znowu wyszło tak, jak sobie zaplanował. Denerwowało ją już jego ingerowanie w jej życie. Teraz, kiedy między nimi nie najlepiej, przynajmniej mogła się uwolnić od piętnastominutowych rozmów telefonicznych i sms o każdej porze dnia.
Obmyła twarz i następnie zabrała się za szczotkowanie zębów. W tle włączona była muzyka i słychać było śpiewającą do niej Ines, która w momencie granego refrenu wbiegała do łazienki, chwytała za szczotkę do włosów i śpiewała do niej jak do mikrofonu. Za wszelką cenę chciała przywrócić na ustach przyjaciółki uśmiech, który niegdyś z jej ust nie znikał. Antonella była jej za to wdzięczna i naprawdę to doceniała. Jednak wystarczyło tylko pomyśleć o Messim i naprawiony wcześniej humor, niemal natychmiast się psuł..
Gdy piosenka się skończyła, Ines stanęła koło przyjaciółki i rozplątała turban z ręcznika na głowie i zabrała się za czesanie mokrych włosów.
- Dziś mamy odwołane fakultety, mówiłam Ci?
- Nie, nie mówiłaś, ale teraz już wiem, to co robimy po wykładach?
- Hmm.. galeria?
- Okey, a potem obiad.
- Podoba mi się twoje myślenie. - Ines poruszyła znacząco brwiami, na co Antonella tylko się zaśmiała i zabrała się za makijaż.
- Mam pomysł. - powiedziała malując tuszem rzęsy. - walmy facetów, bądźmy lesbijkami.
- A ty my nimi od tygodnia nie jesteśmy? - Antonella zastygła w bezruchu po chwili razem się śmiejąc.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. - Antonella ciepło się uśmiechnęła, co zostało przez Hiszpankę odwzajemnione.
- Tak w ogóle, to chyba nie powinnam jeść papryki.
- A to niby dlaczego? - Antonella zrobiła miejsce przy lustrze, by Ines mogła włączyć suszarkę do włosów.
- Trzy dni pod rząd jadłam na kolację dania z papryką i za każdym razem rano wymiotowałam.
- Miałaś tak kiedyś?
- Kiedyś tak, ale myślałam, że mi przeszło.
- A szkoda, bo chciałam na kolacje zamówić pizze z papryką..
- To sobie zamów, zjesz sama! - Pokazała przyjaciółce język i wyciągnęła z kontaktu wtyczkę do suszarki. Usłyszała tylko oburzony głos przyjaciółki i cicho się śmiejąc przeszła do pokoju, szukając białej sukienki.

~ * ~

Rozpoczynały drugą godzinę wykładów. Antonella pierwszy raz była jakoś rozkojarzona. Nie potrafiła się skupić. Słyszała piszczenie w uszach i nie czuła się najlepiej.
Usiadła na samej górze auli i przymknęła oczy, by chociaż chwilę się zdrzemnąć. Nałożyła na oczy ciemne okulary i oparła głowę na rękach. Jej snu pilnowała Ines, która w momencie, gdy wykładowca spoglądał w ich stronę, udawała, że do niej mówi.
Kolejny wykład się skończył, powoli schodziły z auli i prowadziły rozmowę, z której Antonella wiele nie wyniosła.
- No dobra, skserujesz te notatki, miejmy nadzieję, że się nie przyczepi.
- Ines, ja idę do domu, nie dam już rady. - Zignorowała stwierdzenie przyjaciółki i wyciągnęła z torebki słuchawki, które podpięła do telefonu.
- W sumie to dobrze zrobisz.. i tak nic dziś nie ogarniesz. - poczochrała jej włosy, a ta w odpowiedzi pokazała jej język. - i może przejdź się do lekarza, bo wyglądasz jak zombie.
- Ty nie wyglądasz lepiej.
- Przynajmniej humor Ci dopisuje. - zaśmiała się i wzięła przyjaciółkę pod ramię, udając się w kierunku wyjścia. - napisz mi potem co powiedział Ci lekarz.
- Dobrze mamo.
Uśmiechnęła się i pocałowała ją w policzek.

~ * ~

Będąc już w samochodzie wyciągnęła telefon i wstukała numer swojego lekarza. Rzadko go odwiedzała, ale Ines miała rację, wygląda nie najlepiej i tak samo się też czuła.
Po umówieniu wizyty opuściła parking i pogłośniła radio. Leciały w nim aktualnie wiadomości sportowe. Wystarczy, że usłyszała słowo 'sport', natychmiast oczami wyobraźni widziała uśmiechniętego Messiego.
- Na sam początek dnia gorąca wiadomość! Mówimy o niej dopiero teraz, ponieważ wczoraj dziennikarz gazety sportowej 'El Mundo' zdobył potwierdzające informacje, na temat romansu siostry gwiazdy Realu Madryt, Cristiano Ronaldo! - Antonella gwałtownie zahamowała, czym doprowadziła do stłuczki i fali trąbiących samochodów za sobą.
- Kurwa.. - wyszeptała i przysłuchiwała się dalszej części wiadomości.
- Jak wiemy kontakty pomiędzy Cristiano Ronaldo a Leo Messim są dosyć napięte, a nasiliły się one, gdy 'Cris' przyłapał swoją siostrę w towarzystwie Argentyńczyka. Jak donosi dziennikarz, doszło pomiędzy piłkarzami do bójki, którą załagodził ich wspólny znajomy i stoper FC Barcelony - Gerard Pique.
- Nienawidzę skurwysyna.. - wycedziła przez zęby zaciskając dłonie na kierownicy. Słuchanie dalszej części wiadomości przerwało jej pukanie do okna. Antonella nerwowo spojrzała na mężczyznę, który był dość zmieszany. Opuściła szybę i spojrzała na Hiszpana. - nie widzi pan, że słucham wiadomości?
- Przepraszam.. ale chciałem zapytać, czy nic się pani nie stało..
- Zaraz panu się coś stanie, jak mnie pan nie zostawi w świętym spokoju. - mężczyzna pozostał w bezruchu, bacznie jej się przyglądając.
- Antonella.. siostra Cristiano?
- Nie pański zasrany interes! - w oczach nagromadziły jej się łzy, nie miała już siły udawać twardą. Przekręciła kluczyk w stacyjce i z piskiem opon skręciła w ulicę, prowadzącą do mieszkania przyjaciółki. Wiadomości się już skończyły. Ściszyła radio i głośno płakała. Po chwili znalazła się pod mieszkaniem. Położyła głowę na kierownicy i nie próbowała się uspokoić. Długo tak leżała i ubolewała nad swoją bezradnością. Powoli podniosła się do pozycji siedzącej i spojrzała przed siebie.
- Co on tu robi..? - zadała samej sobie pytanie, opuszczając samochód i nie spuszczając wzroku z osoby przed nim stojącą. - co ty tu robisz?
- Jestem tam, gdzie mnie potrzebują.. a właśnie nastąpił taki moment, w którym ty potrzebujesz mnie. - Cristiano blado uśmiechnął się do siostry i zrobił niepewny krok w jej kierunku. - chciałem Cię przeprosić..
- Marnujesz tylko czas. - wyszeptała i pociągnęła nosem, starając się go wyminąć.
- Anto..- delikatnie złapał ją za ramie i do siebie przyciągnął, zamykając ją w swoich ramionach. - wiem, że zachowałem się jak..
- Kutas.. - zapłakała mu w ramie i mocniej objęła.
- Tak.. jak kutas.. dlatego chcę naprawić to, co zniszczyłem..
- Nie naprawisz.. Leo mnie nienawidzi.
- Kocha Cię. - pocałował ją w czubek głowy i przejechał dłonią po całej długości jej włosów. - tylko..
- Tylko co? - uwolniła się z ramion brata i spojrzała na niego ze zapłakanymi oczami. - nie odbiera moich telefonów, nie odpisuje na smsy, unika spotkania, gdy na niego patrzę, to odwraca wzrok.. czy to dla Ciebie jest wyjaśnienie pojęcia miłości? - długo patrzyli sobie w oczy. Z każdą sekundą z jej wypływało coraz więcej łez, natomiast Ronaldo nie potrafił odpowiedzieć na zadane pytanie.
- Po prostu jest mu ciężko..
- Miłość wymaga poświęceń.. ja dla niego gotował byłam ukryć fakt, że jestem twoją siostrą.
- I uważasz, że dobrze zrobiłaś? - spojrzał na nią z troską, łapiąc delikatnie za jej dłoń. - nie powinnaś budować waszej miłości na kłamstwie. Powinnaś dać mu szansę na zaakceptowanie siebie taką, jaką jesteś.
- Wtedy zabiłbyś nas oboje! - wykrzyczała mu to prosto w twarz, wyrywając dłoń z jego uścisku. - ty go nienawidzisz, masz obsesje na jego punkcie!
- Ale wiele udało mi się zrozumieć.. naprawdę żałuję..
- Pierdol się!
Nie zatrzymywał już jej. Minęła go, obijając się o jego ramię. On tylko patrzył, jak jego młodsza siostra znika za drzwiami mieszkania Ines. Gdy z hukiem się zatrzasnęły, kopnął w nieopodal leżący kamień i ruszył w kierunku samochodu.

~ * ~

- Może pan powtórzyć, bo chyba źle usłyszałam..
- Jest pani w ciąży. - to już było pewne. Patrzyła na swojego lekarza i nie wierzyła własnym uszom.
- Ale.. jak..?
- Nie będę pani tłumaczył procesu zachodzenia w ciążę. - lekarz zaśmiał się i podał Antonelli wyniki morfologi. - proszę tu spojrzeć. - wartość beta-HCG powyżej 5 mIU/ml oznacza ciążę. - wpatrywała się w wyniki badań i nie wiedziała co powiedzieć.
- Ale ja nie chce.. - wyszeptała zatrzymując przypływ łez.
- W naszej klinice nie wykonuje się zabiegów aborcyjnych, nie przyłożę do tego ręki. - spojrzała na lekarza, który obrzucił ją spojrzeniem pełnym pogardy. - trzeba było wcześniej o tym myśleć.
- To trzeci tydzień, prawda?
- Początek.
- Dziękuję.. - wyszeptała i podniosła się z miejsca.
- Wszystko w porządku? - lekarz również się podniósł. Ich spojrzenia ponownie się spotkały.
- Gdy przyszłam tu tydzień temu na umówioną wizytę, nie sądziłam, że badanie krwi, na które mnie pan skierował wykaże ciąże..
- Od początku ją u pani podejrzewałem. Nie chciałem o tym mówić, czekałem na wyniki. - Antonella skinęła głową i podeszła do drzwi, łapiąc za klamkę. - proszę nie robić głupot. Dziecko da pani i partnerowi dużo szczęścia.
- Zapewne.. - wyszeptała i szybko opuściła gabinet, biegnąc w kierunku wyjścia z klinki. Stanęła przed budynkiem, oparła się o zimny mur i osunęła się na ziemię. Miała płytki oddech i nieobecny wzrok. Tępo wpatrywała się przed siebie, powoli kładąc obie ręce na swoim brzuchu. - co ja mam robić..? Jak ja Cię mam wychować? Sama nie dam przecież rady.. ale muszę być silna.. dla Ciebie będę silna Skarbie.. - wyszeptała sama do siebie i blado uśmiechnęła się przez łzy. - ale.. Leo powinien wiedzieć, że Cię ma..

~ * ~

Po raz kolejny zjawiła się na meczu, tym razem w Barcelonie, na rewanżowym meczu Copa del Rey. Nie miała na sobie koszulki Messiego. Nie przyszła go wspierać. Chciała tylko przekazać informacje, że będzie tatą. Towarzyszyła jej Ines, którą informacja o ciąży przyjaciółki wytrząsnęła bardziej, niż samą Antonellę. Chciała na tym meczu pozostać niewzruszona, ale gdy miłość jej życia pakowała piłkę do siatki rywali, nie potrafiła tego zignorować. Z delikatnym, ale szczerym uśmiechem obserwowała jego radość, biła brawo i razem z niewielką grubą kibiców Barcelony, wykrzykiwała jego nazwisko. Co za tym później szło? Musiała jakoś opanować łzy. Wie, że musi być silna dla maleństwa, które rozwija się pod jej sercem.
Mecz zakończył się tylko jednobramkowym wynikiem na korzyść Barcelony. Taki rezultat dawał drużynie z Katalonii awans do finału, w którym zagrają z Malagą.
Dziewczyny opuściły stadion i wyczekiwały aż piłkarze zaczną kierować się do autobusu. Musiały czekać godzinę. Antonella dostrzegła Messiego i postanowiła od razu do niego podejść. Po raz kolejny drogę do ojca jej dziecka zagrodzili ochroniarze.
- Błagam, ja muszę porozmawiać z Messim!
- Nie ma pani przepustki. - Antonella uderzyła jednego mężczyznę w twarz, ale ten nie zareagował. Dopiero przy drugim jej desperackim ruchu, ochroniarz zdołał złapać jej dłoń. Zaczęła się wyrywać i starała się zastopować przypływ łez. Dostrzegła, że Messi jej już blisko miejsca, w którym stała. Szedł w towarzystwie Gerarda. Obaj o czymś rozmawiali, ciągle się śmiejąc. Antonella gdy tylko ujrzała Hiszpana, poczuła, jak otwiera jej się nóż w kieszeni. Bała się, że jak tylko ją zobaczy, to odciągnie Leo na bok i znowu nie uda jej się zamienić z Argentyńczykiem choćby dwóch słów. - Leo! Leo błagam, porozmawiajmy! - Messi natychmiast się zatrzymał. Ciągle na jego ustach malował się uśmiech, tym razem z powodu widoku Antonelli. Tęsknił za nią, ale obiecał sobie, że nauczy się bez niej żyć. Podszedł do ochroniarzy, ale za ramie pociągnął go Pique.
- Leo, zostaw ją.
- Spokojnie, chce jej tylko coś przekazać. - puścił przyjacielowi oczko, co uspokoiło Hiszpana. Uśmiechnął się i udał do autokaru. Leo spojrzał na zapłakaną dziewczynę i zbliżył się do niej.
- Niech panowie ją puszczą, nie zrobi mi, ani panom krzywdy. - ochroniarze wykonali polecenie piłkarza i puścili Antonellę, by ta mogła stanąć naprzeciw Leo. Patrzyli na siebie, ale te spojrzenia nie odwzorowywały tych samych emocji. Patrząc w oczy Leo, nie widziała tego samego mężczyzny, w którym zdołała się zakochać.
- Leo.. nawet nie wiesz jak ja za tobą tęsknie.. - chciała go przytulić, jednak ten zrobił zdecydowany krok w tył.
- Posłuchaj.. dajmy sobie święty spokój. Nie jesteśmy sobie pisani. Zapomnij o mnie, tak jak ja zapomniałem już o tobie. - Antonella nie wierzyła własnym uszom.. ponownie nie wiedziała co ma robić. Patrzyła na Messiego i nie potrafiła zdobyć się na przekazanie mu jakże istotnej informacji.
- Ale.. Leo..
- Żadnego ale.. miłego życia Anto. - Argentyńczyk blado się uśmiechnął i skierował swoje kroki do autokaru. Czuł, że dłużej nie da rady udawać twardego. Gdy już znajdował się w klubowym autobusie, zastanawiał się co go popchnęło do skreślenia kobiety, która była dla niego wszystkim. Usiadł sam, na tyle autobusu. Założył słuchawki na uszy i zastanawiał się nad swoją głupotą. Stracił wszystko na czym mu zależało. Czy to było łatwiejsze rozwiązanie? Właśnie tak mu się przez chwilę wydawało..
A ona? Długo pozostała w miejscu, w którym pozostawił ją Messi. Wszyscy piłkarze byli już w autokarze. Gdy ten ruszył, Antonella odzyskała głos.
- Będziesz ojcem! - wykrzykując te słowa w kierunku odjeżdżającego pojazdu, osunęła się ziemię i pogrążyła się w donośnym płaczu. Ochroniarze oniemieli. Jeden z nich pochylił się nad dziewczyną, ale ta stanowczo go odtrąciła. Wtedy podbiegła do niej Ines i kazała ochroniarzom 'spierdalać'. Usiadła koło zapłakanej przyjaciółki i mocno ją do siebie przytuliła. - nienawidzę go! Nienawidzę.. - zaczynała się już dławić własnymi łzami, ale inaczej nie potrafiła. Strasznie cierpiała.. a miała być silna.. znowu zawiodła nie tylko siebie, ale maleństwo, które nosiła pod sercem..

________________________________________

CZYTASZ = KOMENTUJESZ :)

Rozdziału miało dziś nie być, ale moja skrzynka na asku aż 'tonie' w pytaniach o rozdział i dla tych spragnionych mojej twórczości postanowiłam go dziś napisać :) 
Nie jest jakiś super, nadal szukam tego natchnienia do pisania, które gdzieś utraciłam ;) mam jednak nadzieję, że was 'takie coś' zadowala :)


Do następnego! ;*

22 komentarze:

  1. Wchodzę na bloga, kurde, brak nowego rozdziału.. Odświeżam, a tu szósteczka, dziękuję <3
    normalnie poryczałam się :( biedna Anto :'( jeśli Leo się nie ogarnie, to obiecuję, że osobiście uduszę niejaką Karolinę "Messi" Pastor :)
    czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Troche smutny ten rodzial, ale pomimo to bardzo mi sie podoba ;) mam nadzieje, ze zakonczenie bedzie jak najbardziej szczesliwe :) czekam na nastepny! ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Co ten Leo odpierdziela.. Co mu sie stalo ;o
    Biedna Anto :( mam nadzieje ze jednak Messi dowie się o dziecku i ciekawe co wtedy zrobi..
    Czekam na następny :*

    OdpowiedzUsuń
  5. jesteś po prostu genialna *__*
    ale strasznie mi szkoda Anto :( mam nadzieje, że Leo się ogarnie...
    czekam na następny! <333

    OdpowiedzUsuń
  6. O mój Boże. Jakie to smutne ;_; . Mam nadzieję, że wszystko się ułoży. Czekam na kolejny ! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku cudowny. Biedna Anto. :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak wspaniale, ze jest rozdzial, uwielbiam :)
    Mam nadzije, ze Messi się opamięta :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Czekam na next a to opowiadanie cudo ��

    OdpowiedzUsuń
  10. Czu ja nic nie wiedziałam o tym rozdziale ?! Cufo, cudo i jeszcze raz CUDO. Tylko co z tym Messim? :(

    OdpowiedzUsuń
  11. ♡♥♡♥♡♡♡♥♥♡♡♥

    OdpowiedzUsuń
  12. Lał anto w ciąży

    OdpowiedzUsuń
  13. Karoolino, fajne to masz ♥
    http://still-the-one-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. super rozdział kiedy będzie rozdział na blogu o shakirze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział pojawi się jak skończę tego bloga, więc gdzieś w grudniu :))

      Usuń
    2. Dzięki będę czekała a tak to super rozdział kiedy next

      Usuń
  15. Bardzo dobre. Kiedy kolejny rozdział???

    OdpowiedzUsuń